Jestem w pełni sezonu maturalnego, akurat mam dzień przerwy, więc mogę sobie odpocząć.
Niedawno zmarł mój wujek. Był co prawda stary i chory, mimo to powinienem przecież chociaż wydusić z siebie odrobinę żalu. Przygnębiał mnie więc fakt, że nie smuciłem się z powodu zgonu bliskiej mi osoby. Uodporniłem się na śmierć? A może po prostu nie był mi on tak bliski jak inni wujkowie? Dziwne odczucie. Poruszyła mnie jednak dzisiejsza pogoda. Przenikliwe zimno i lodowaty deszcz dawały się we znaki. To tak jakby dusza wuja domagała się odrobiny współczucia, żalu i szacunku, którego nie miał okazji tak na prawdę doświadczyć za życia. Dopiero wtedy zrozumiałem jego cierpienie. Cierpienie, które zostało przerwane śmiercią. To jedna z tych sytuacji, kiedy zastanawiam się, czy śmierć jest naszym wrogiem, czy sojusznikiem.
Poważnie zastanawiam się nad napisaniem dłuższej noweli. Już od dawna miałem parę pomysłów na jej napisanie, ale często chęci były jak fala: unosiły się i opadały. Tym razem, kiedy już skończę moje maturalne zmagania biorę długopis, kładę kartki, zamykam drzwi... a może nie zamykać? Może właśnie otwartość wesprze moje niedoszłe osiągnięcie? To jeszcze kwestia szczegółów.
Nie omieszkam powiedzieć, że miałem duże chęci na napisanie jej po angielsku... ale to raczej bezcelowe, a dla ćwiczenia języka wystarczy parę krótszych opowiastek.
Zobaczymy co nam czas przyniesie...
Pozdrawiam wieczornie
czwartek, 6 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
Jak zmarła moja prababcia to też nie płakałam, a wszyscy myśleli, że tak, bo niesamowicie pasało. Było mi to na rękę. Kochałam prababcię ale nie potrafiłam płakać, a chciałam. Chciałam pokazać, że wewnątrz boli mnie jej odejście...uratował mnie deszcz. U mnie w Toruniu też jest taka pogoda jakby wszyscy zmarli płakali... Okropny jest maj tego roku...
Pozdrawiam
[vis-maior.blog.onet.pl]
Myślę, że z nastaniem wakacji pogoda stanie się wyśmienita.
Chętnie do Ciebie zajrzę :)
Prześlij komentarz