piątek, 14 maja 2010

Co zrobić z nudą?

Chyba odkryłem właśnie wartość przebywania z ludźmi.
Matura maturą- nie trwa wiecznie. W wolnym czasie pomagam rodzicom, razem z tatą przygotowujemy grunt do budowy muru i płotu. Pomimo zmęczenia, które daje się we znaki po pewnym czasie, lubię tę robotę. Skupiam się tylko i wyłącznie na jednej czynności. Zapycham sobie czas. Jednak potem wracam do domu, jem coś, biorę prysznic i... nic! pusto! Nie mogę znaleźć sobie miejsca we własnym pokoju. Komputer już dawno nie interesuje, lekcji już nie odrabiam, nie przygotowuje się do matury bo nie mam już do czego, nie rozmawiam z nikim na gg, bo nikogo nie ma... Czas ten zapełniam grą na pianinie. Fakt faktem, że w końcu nadrabiam zaległości sprzed matury, ale to wciąż niedosyt. Czuję potrzebę rozmowy. Z rodzicami raczej sobie nie pogadam, bo nie lubię polityki, którą często poruszają. Z sąsiadami nie pogadam (mała wioska, nikogo w moim wieku nie ma). Nigdzie nie pojadę. Choć jestem dorosły, rodzice wciąż mają wątpliwości i kiedy chcę gdzieś się zabawić, to musi być spełnionych kilka warunków. Żeby ktoś pilnował tej imprezy, żeby to nie było do 12, żebym dzwonił co 15 minut, żebym ni kropelki alko nie pił... To ja dziękuję za taką zabawę.
Czuję się jak dziecko. Tkwię cały czas w tym martwym punkcie bycia obiektem nadmiernych trosk. Jak mam się uodpornić na rany te płytkie i te głębokie, skoro nie mogę ich doświadczyć? Nie mogę żyć pod kloszem; oszukuję sam siebie kiedy chcę pokazać, że jestem towarzyski wśród znajomych, a tak na prawdę nie miałem sposobności nabycia tej cechy. To ciągłe udawanie, to wieczne trwanie w skórze, której się nie lubi, którą chce się zrzucić. Chciałbym zdobyć się na tyle odwagi, żeby kiedyś na pytanie "co słychać?" zamiast "wszystko w porządku, mamo" odpowiedzieć: "Czuje się źle, chciałbym żebyście przestali mnie rozpieszczać i się o mnie tak martwić. Dajcie mi więcej swobody i pozwólcie mi być tym, kim jestem."
Ta dziecinność wymusiła nawet na mnie robienia pozorów prawego i dobrego człowieka. W oczach znajomych mamy i taty jestem mądrym uczniem, mam dobre stopnie i indeks i że pomagam im w pracy, że nie przeklinam... Tak na prawdę kryję pod tą maską bunt dla takiej rzeczywistości. Nie obchodzi mnie szkoła i zbędne przedmioty i gdyby tak nie zależało rodzicom już od dawna rzuciłbym te starania o pasek. O! wielebny pasku! Ile przez ciebie wycierpiałem! Ile czasu mi zabrałeś! Ile mojego życia...! Przeklinać też potrafię. Zgrywam nawet pozory kiedy pokazuje że coś mnie obchodzi polityka pana X, że "uważam" rządy pana Y za złe. W rzeczywistości pierdoli mnie, co mówi się o kaczkach, szczątkach jakiegoś debilnego samolotu o nieudolności Rosjan w postępowaniu w związku z tym. A niech sobie robią co chcą! Za dużo skupienia na przeszłości, a tak mało na przyszłość, technologię, cywilizację i rozwój.
Rozdrapujemy jakieś na prawdę nieważne rany, które tylko bardziej jeszcze bolą z każdym słowem. Świat się zhumanizował i to o tej gorszej humanizacji mówię. Z góry przepraszam prawdziwych humanistów. Połowa ludzi tylko bywa humanistami, kiedy nie wypada inaczej. A tak na prawdę komu zależy na patriotyzmie, historii i kultury na co dzień?
Ale to już abstrahując od tematu.
Czasami mam prawdziwą ochotę zrobienia wszystkim na przekór. Szczególnie tym, którzy wymagają ode mnie bycia porządnym.

Pozdrawiam

4 komentarze:

Nefertari pisze...

Ja pewnie w Twoim wieku nie będę miała lepiej... Ja drżę na samą myśl o wakacjach. Jak ma być taka pogoda co teraz, to nie wiem, co ja będę robiła... znając mnie w bibliotece będę średnio co dwa dni, a w sklepie z plastycznym - co tydzień...nuda wykańcza bardziej niż najcięższe zajęcie.

Michałek pisze...

Mam nadzieję że gdzieś w końcu wyjadę. Chyba należy mi się po tej całej 12-letniej edukacji, nie?
Przynajmniej spędzisz swój czas twórczo... ale też nie zazdroszczę i wiem o co chodzi.

Little Girl pisze...

Kurczę z rodzicami jest ten problem, że albo są nadopiekuńczy, albo wogule nie interesuje ich dziecko. U mnie czasami sobie przypominają, że mają córkę, ale już to tego przywykłam...
Jeśli chodzi o czerwony pasek to znam ten ból. Jednak zawsze kiedy już odebrałam świadectwo to miałam ochotę je podrzeć przez ten cholerny pasek.
Ja kiedy się nudze czytam książki, nawet kiedy mam coś do zrobienia to i tak czytam lub piszę swoją (niestety ostatnio utknęłam i nie mogę jej dokończyć). Jest to moim przekleństwem, bo chciałam oszczędzić pieniądze na wakacje, a prawie całą wypłatę wydaje na nowe książki, chyba musze omijać księgarnie.
Mam nadzieję, że szybko znajdziesz swój sposób na nude.
Pozdrawiam.

Michałek pisze...

Na razie obstaje przy pianinie... Kurcze Wy na prawdę tak kochacie książki? Znam dużo ludzi mojego otoczenia, ale nikt jakoś specjalnie za nimi nie przepada... ciekawe(?)