wtorek, 7 września 2010

Muzeum Chopina cd.

Przechodzimy na ostatnie, drugie piętro muzeum. Tam dowiadujemy się mnóstwa ciekawych rzeczy o podróżach Fryderyka. Zaciekawiła mnie jedna z jego wypowiedzi ukazujących jego kapryśną naturę i nerwowość. Do obsługi hotelu (chyba hotelu, już niestety nie pamiętam) wykrzyczał słowa pogardy dla warunków w jakich się znalazł, ale przede wszystkim był wzburzony tym iż nie ma fortepianu w salonie. W tej części muzeum znalazły się również niektóre listy do przyjaciół. Utrzymane ciągle w nastroju literackim i zachowujące walory artystyczne opowiadały o tęsknocie Chopina za ojczyzną okupowaną przez zaborców. Stąd możemy dużo dowiedzieć się o jego patriotyzmie. Na tym poziomie nie zabrakło także różnych ujęć Chopina pędzla i pióra wielu artystów, m.in. słynny portret Chopina namalowany przez Eugene'a Delacroix, ale także masa karykatur uwydatniająca prawie zawsze jego orli nos, chudą posturę i burzę włosów. Można też obejrzeć biżuterię z wygrawerowanymi inicjałami geniusza fortepianu.
Teraz coś co poruszyło mnie najbardziej. Sala śmierci. Sala, która opisywała okoliczności śmierci muzyka. Zaintrygowało mnie już samo wejście: Ciemna, niewielka wnęka w ścianie z boku sali. Wchodzę by dokładnie rozejrzeć się po pomieszczeniu. Eksponaty znajdują się dopiero za czarnym filarem. I tu odsłaniają się napisy.... "Chopin is no more"... Pukiel włosów i odlewy dłoni znajdują się za szybkami razem z kondolencjami i ostatnimi chwilami Chopina uwiecznionymi na obrazach. O ile jego data urodzin jest owiana tajemnicą o tyle data śmierci nie wzbudza wątpliwości. Ostatnie tchnienie Chopin oddał 17 października 1849 roku.

Cały czas po wyjściu z muzeum myślałem o tym jak cudownie byłoby chociaż wydać jeden dźwięk klawiszem fortepianu, na którym grał sam mistrz... Tej przyjemności odmówili mi organizatorzy. Ale faktem jest, że gdyby pozwolono na takie rzeczy to w przeciągu paru tygodni fortepiany rozleciały by się na strzępy.
W mojej pamięci Chopin zawsze zostanie żywy.
Pozdrawiam i zostawiam Was z melodią przenikającą całe muzeum:
http://www.youtube.com/watch?v=mpiJbQvBP8A
i inna interpretacja http://www.youtube.com/watch?v=cKTfcX8NbaM&feature=related

poniedziałek, 6 września 2010

Muzeum Chopina

Witam po długiej przerwie- być może za długiej. Wiele rzeczy wydarzyło się przez ten czas wakacyjnej beztroski... No tak nie oszukujmy się. Papierkowa robota i kartki dokumentów po to żeby mieć miejsce w PG i do spania... Do tego masa pracy fizycznej, co w efekcie dało skutek odwrotny do zamierzonego- wakacje nie były odpoczynkiem dla mnie w tym roku. Wiem że mam jeszcze prawie cały wrzesień, ale wiem również już dobrze co mnie czeka... No nic nie ten temat chciałem poruszyć. Proszę uznać to za wstęp kontrastujący do pozostałej treści notki.
Chciałem przybliżyć Wam moje wrażenia po obejrzeniu Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie.
Zacznę od tego, że pojechaliśmy z prawie całą rodzinką, która w dniu moich 19. urodzin wręczyła mi bilet do tego niesamowitego miejsca. W niedzielę zgodnie z planem wyruszyliśmy o 8:00, o dziwo bez spóźnień jakie zwykle występują, gdy jedziemy autem dalej niż 20km... Nieważne. Podróż była miła i błyskawicznie dotarliśmy na miejsce. Wędrujemy ulicą Ordynacką aż do jej końca. Już przed muzeum ukazuje nam się ciekawy niski budynek, na którym widnieje pięciolinia, nuty... nie odgadłem niestety utworu. Na przeciwko rozciągają się szerokie schody, zdobione nie szczególnie mocno, chyba po to by nie odciągały uwagi od monumentalnego (jak dla mnie) budynku muzeum. Jako że specjalnie nie znam się na architekturze pozwolę sobie pominąć wygląd zewnętrzny muzeum, a przejdę do środka.
Generalnie mamy cztery kondygnacje do zwiedzenia. Każdy poziom ukazuje nam inną część życia Chopina. Jego dzieciństwo odkrywamy na parterze. Możemy przyjrzeć się nie tylko szkołom jakie ukończył, ale także nauczycielom, innym uczniom, a nawet planie lekcji. Informacje przybliżają nam zdjęcia, podpisy i specjalne stanowiska, w których po przyłożeniu biletu elektronicznego można usłyszeć więcej na dany temat. Również tutaj można posłuchać muzyki geniusza fortepianu, niestety ilość zwiedzających jest stanowczo za duża by wszyscy mogli w spokoju usłyszeć najszczersze i najpiękniejsze dźwięki fortepianu... Sprawy nie ułatwiały też trwające naprawy stanowisk i konserwacja eksponatów. Pierwsze duże wrażenie wywarł na mnie dopiero widok długiego fortepianu położonego w piwnicach muzeum. Na telebimie widać było pianistę, który uderza w klawisze. Po przyłożeniu nut do pulpitu fortepianu pianista zaczynał grać dany utwór Chopina. Sala była nowoczesna, przestronna, nadawała nastrój płynącej w tle muzyce (Choć muzyka ta była w istocie najważniejsza).
Wkraczając na pierwsze piętro miałem wrażenie cofnięcia się w czasie do początku wieku XIX. Eleganckie, klasyczne schody, biel, żółcień... Na suficie widniał też pewien tryptyk, jednak nie uzyskałem żadnej informacji na ten temat. Wkraczamy teraz do paryskiego salonu, prawdopodobnie takiego w jakim pomieszkiwał Chopin będąc we Francji. Tu po raz kolejny ujrzałem fortepian, tym razem mniejszy, salonowy, ładnie wyeksponowany usytuowany blisko wejścia. Uroku miejsca dopełniały odgłosy uderzających lekko filiżanek i ciche, francuskie konwersacje, dobiegające jakby zza ścian. Na tym piętrze znajduje się też mnoga ilość listów Chopina wysyłana do wielu osób w tym najczęściej do Matki, rodziny i kochanek... Podoba mi się literackość tych zwykłych listów i to że zawierają odrobinę humoru, sarkazmu i pokazują figlarną stronę Chopinowskiej duszy. Również na tym poziomie możemy odnaleźć pomieszczenie, w którym kilka różnych gablotek odkrywa tajemnice miłości pianisty. Myślę, że miłość, która przetrwała by najdłużej była by darzona przez Fryderyka w stronę Jane Stirling. Doskonale uzupełniała geniusza, dbała o niego, on komponaował dla niej melodie... natomiast najbardziej owocną znajomością okazał się związek z Delfiną Potocką, podczas którego Chopin napisał wiele swoich utworów m in Koncert f moll, który dedykował tejże pani.
Ostatnie piętro opiszę następnym razem. Tymczasem idę spać.
Pozdrawiam