środa, 31 marca 2010

Parę słów przed Świętami

Czas wielkanocny- co by tu wiele dodać? Zaczynamy świętować od czwartku aż do wtorku. Przed tym jednak parę zdań z moich ostatnich myśli. Uprzedzam, będą zapewne poplątane i niespójne.
Należą się przede wszystkim wyjaśnienia co do ostatniej notki- w chwili przypływu jakichś nieznanych i dużych emocji wyrósł twór dziwny kształtem i przesłaniem. To, że go opublikowałem, też było sprawką tych samych emocji. Uległem im- cóż człowiek nie od wszystkiego potrafi się powstrzymać. (Nie chcę pisać jaki jest dokładny sens tego "wiersza", ale jak to w takich sprawach bywa chodzi o kobietę.
Pomijając ten temat chciałem poruszyć kwestię: komuna- źle, czy jednak nie tak źle? Spotkałem się z wieloma opiniami na ten temat i pierwszy wniosek jaki się wysnuwa to podział na "elitę" i "resztę". Ci pierwsi to wszyscy uczeni, historycy, inni nauczyciele, dziennikarze, obecni parlamentarzyści, sławni ci bardziej lub mniej. Najczęściej w ich opiniach słyszymy dezaprobatę tego straszliwego ustroju, który jest kolbką szatana i innych bluźnierczych zjaw jakie człowiek sobie wymyślił. Często właśnie taka ironiczna postawa dobrze charakteryzuje ich zawziętość o rację dla ich stanowiska. W prasie, radiu, telewizji, państwowych stronach www widzimy podczas dyskusji na tenże temat wiele, niestety tych samych opinii. Jeśli są wspomniane superlatywy to jedynie jako napomknięcie, które zaraz jest skrytykowane "brakiem edukacji i zniewoleniem przez władze". Tu przechodzimy właśnie do "reszty". Co prawda słyszałem z ich ust pewne negatywne zdania, ale wskazują na wiele dobrodziejstw, które oferowali sowieci. Nie będę tu mówił o negatywnych aspektach- tego już można się nasłuchać z jakiegokolwiek mądrego źródła. Chcę natomiast przekazać to, co powiedzieli mi znajomi, którzy żyli w tamtych czasach.
Nie wiem na ile to było prawdą, ale: każdy miał pracę, za pieniądze można było kupić kawałek ziemi i parę sztuk bydła z czego można było utrzymać całą rodzinę. Państwo finansowało młodych studentów ( Co prawda młodzież ze wsi miała lepiej, bo już miała + na starcie, czego nie można było powiedzieć o mieszczaństwie, czy tym bardziej o bogatym mieszczaństwie; w zasadzie dziś tylko zamieniły się strony). Nie było różnorodności w produktach, ale towary były najczęściej pierwszej jakości( mięsa bez solanki), sięgano także po wyroby swojskie, zmuszano ludzi do obcowania z naturą itp.
Mam mieszane zdanie na ten temat, po prostu nie lubię panoszenia się tej powszechnej opinii za najwspanialszą, jedyną, nowoczesną, poprawną humanistycznie "i w ogóle".
Dalej. Odwołując się do aktualnych wydarzeń- zdobyłem indeks na Politechnikę w Gdańsku. Zastanawiałem się jakieś parę tygodni, czy to nie jest przypadkiem to czego tak oczekuję. W końcu jest- nadszedł moment sprawdzenia- wygrałem. Nie wiem czy to jeszcze dlatego, że ta informacja do mnie nie dociera, ale czuję pustkę, jakby nic się nie stało. Jestem już niby studentem, ale... czegoś brakuje. A może właśnie to jest to, co tak bardzo akcentuje Grudziński w "Innym Świecie"? Mowa była o tym, że ten czas w którym oczekujemy jest najlepszy. Samo oczekiwanie jest przyjemne, odwlekanie, rozmyślanie nad tym co będzie. A gdy się to już stanie... Jakoś zaczyna brakować tego wyczekiwania. Ogarnia mnie nuda, rozczarowanie, smutek, dół. Coś w tym jest...
Miałem jeszcze coś napisać, ale zapomniałem co... pewnie przypomni mi się jak odejdę od klawiatury.
Nie pozostało mi nic innego jak życzyć zdrowych i wesołych chociaż nie mam pojęcia do kogo kieruję te słowa( Dlatego często piszę w formie bezosobowej).

środa, 17 marca 2010

Zaginiona miłość, priorytety etc.

Notka będzie oryginalna( w kontekście ostatniego posta). Mianowicie będzie wierszowana. Nie będzie zaś wierszem- bo do tego to jeszcze brakuje nieco kunsztu literackiego i wyobraźni twórczej. Mnie nie chodzi wcale o rytmizację, czy świetnie dobrane rymy, a chodzi o sens- jak zresztą można będzie się przekonać po przeczytaniu notki.

Pianino

W kącie salonu stało pianino.
Skromne, piękne, zdobione dłutem
Genialnego artysty.
Dokoła graty, stoliki, nań wino,
Dywaniki, rozmaite nuty skute
I ułożone w zeszyty.
Przysiadam się sprawdzam strojenie,
Potem sięgam po nuty, a ich melodia
Niesie ukojenie.
Zaczynam grać swobodnie i delikatnie
Niezdarnymi jeszcze palcami pianisty,
Ale dosyć snadnie.
Grając tak nie zważałem na inność,
Liczyła się tylko ta chwila ostatnia,
Gdy doświadcza się cudowności.

Inne jednak rzeczy się o mnie dowiedziały.
Od pianina natarczywie wciąż odciągały.
Tak powoli odchodziłem w zapomnienie.
Pianina zapomniałem, a z nim odeszło natchnienie;
Sił mi brakło, a na stole leżały
Dzieła wybitnych artystów, kwiat wybujały,
Jak potężna moc mazurów Chopina
I etiud, i koncertów i wszelka jego wena.
I Bacha nie zabrakło na moim stole:
Preludium i sonata, i dury, i mole.
Ciężkie to dzieła, ciężkie i zacne,
Warte wysiłku, czekające aż zacznę.
Lecz ja inne plany miałem niż pianino:
Tu nauka, tu wiersze, koledzy i wino.

Gdy już tylko grywałem gamy i pasaże,
Muzyka odeszła- cicho! Już nie ważne.
Teraz minęło lat wiele i instrument
Zasypał się śmieciami iście w moment.
Stał się meblem, ot tak blat na kwiaty
A że nie strojony- to i nic nie warty.

Przyszła taka chwila, bardzo niespodzianie,
Że było słychać pianina ciche wołanie.
Czuło się pustkę w sercu i na ciele,
Że nie grało się czasu tak wiele, za wiele...
Zakurzone stoi w kącie skromnie,
Zawalone jak niegdyś- ogromnie.
Wyczyściłem, odkurzyłem, zdjąłem ozdoby,
Chwyciłem za nuty, na pedałach już stopy,
Czekam, parę wdechów i przerywam niespodzianie;
Zapomniałem z lat wcześniejszych wybitniejsze granie.
Wpycham palce między dwa białe klawisze
I doprawdy ledwo nutę słyszę.
Palce dawne, niećwiczone i młodociane
Nie nabyły mocy, tej nieokiełznanej.
Tylko gamy i pasaże i nic więcej!
Raz szybciej, raz wolniej i mniej prężniej.

Już nigdy nie zagram dzieł wybitnych,
Bo takie tylko dla ludzi ambitnych.
Dla tych, co są mojego pokroju,
Zabrakło miejsca, czasu i spokoju.
Ubyło wszystko, jak dobre wino;
A w kącie wciąż stało skromne pianino...

czwartek, 11 marca 2010

Oryginalność i jej brak

Ostatnimi czasy zastanawiałem się nad rolą oryginalności w moim życiu. Co stwierdziłem? Jest jej mało, i ile nie występuje jedynie w śladowych ilościach. Jeśli coś jest oryginalne, szybko staje się modne, a z modnego- popularne i powszechne, a więc zanika oryginalność. Niepowtarzalność to cecha zanikająca i nietrwała. Oryginalny człowiek to taki, który musi wiecznie stosować swoje własne pomysły, nie zaś schematy.
U mnie to wygląda tak, że jeśli mi na czymś zależy, to bardzo chętnie wykazuję się kreatywnością. Wówczas mam milion pomysłów na minutę. Jednak jest wiele rzeczy, na które nie mam ochoty i chce jak najszybciej skończyć z danym zajęciem. To wynika z przeświadczenia, że myślę: "To mi się nie przyda w życiu, a będzie to potrzebne tylko w najbliższym czasie". Wówczas nie chce mi się myśleć, po prostu, wyłączam tę partię mózgu odpowiedzialną za twórczość. Włączam schematy, systemy, wzorce... Przestaję myśleć! A jeśli nie myślę, to nie istnieję i jest mi z tym niedobrze. W takich chwilach często popełniam błędy i robie wszystko "na odpieprz".
Jest też parę rzeczy, do których mógłbym podejść twórczo, jednak nie przyniesie mi to korzyści lub jestem ograniczony pewnym kluczem. Właśnie- klucz! Narzucenie większości toku myślenia jednej osoby(Totalitaryzm?) W społeczeństwie widać muszą istnieć pewne granice i wyznaczniki, do których dostosowuje się naród. A wszelkie wystające gwoździe zostają wbite bezlitośnie, bo odchodzą od norm. Zostaję oceniany za to, o czym myślę, co sądzę i jak myślę. Czy to nie jest wbrew mojemu prawu do wolności myśli i przekonań?

Gdzie się podziały prawa człowieka?

niedziela, 7 marca 2010

O Chopinie

Postanowiłem napisać ten post w związku z obchodami roku chopinowskiego i dla ukazania wielkości jego muzyki.
Jest to fragment z dziennika(?) mojego autorstwa, napisany dnia 21.02.10

>Teraz w sferze muzyki miejsce zajmuje u mnie Chopin i jego koncert f-moll. To duża dawka polskości. Delikatna w jednym miejscu, dynamiczna i porywcza w drugim. Molto expressivo. W końcu- maestoso. Chopin już nie powrócił po szkole muzycznej do formy koncertu. I dobrze, znacznie bardziej fascynujące są jego późniejsze dzieła( Fantaise improptu, walc c-moll op. 63 no 2). Był wielkim człowiekiem, łamał zasady i naginał rzeczywistość. Dobrze, że mało ludzie go poznało na prawdę. Dzięki temu wydaje się być okolony tajemnicą i mistycyzmem, tak jak na romantyka przystało. Jakże ja uwielbiam impresjonistyczne dzieła Debussy'ego, nawiązujące stylem i formą do chopinowskich ballad!<>Sen wzmaga, a myśli napierają i krzyżują się. Zaprzątam sobie głowę wieloma sprawami, jednak czemu powracają wciąż te złe myśli, okropne, nie pasujące do mnie, których bym nie chciał, a tylko ciało moje pożąda? Bez Boga trudno zachować człowieczeństwo.<(Choć niektórzy mogą się nie zgodzić) >Sen urasta, krzywi się i cofa w odległą przestrzeń przeszłości, która wydaje się wartością i zasobem potężnym. To arsenał myśli i doświadczeń, porażek, zwycięstw, miłości i nienawiści. To jeden ze znaków naszej niepowtarzalności, jak DNA.<

I zasypiam. Może w najodpowiedniejszym momencie?

Życie codzienne

Proste, nieskomplikowane, na pozór błahe życie codzienne, tak na prawdę okazać się może bogate.
Wiele razy przechodząc ulicami miasta obserwuję ludzi- chodzą, biegają, patrzą się i gapią. Czasami kupują coś, jedzą itd. Jeśliby dobrze pomyśleć, każdy z nich jest kimś niepowtarzalnym, oryginalnym, ma swoją historię i swoje zdanie. Często myślimy: " To ja jestem tym, który jest uświadomiony, reszta to szara masa podążająca za systemem". A to błąd. Tu jest całe piękno, bo chociaż nie wszyscy mają odwagę powiedzieć co myślą, to jednak swoje zdanie kreują w głowach. Nierzadko po twarzach można poznać, co dana osoba myśli, a to wiele daje, więcej niż jakiekolwiek słowa. Wtedy zauważa się to piękno ludzkie, mimo całego ogromu podobnych ciał, zawsze znajdzie się ten element, który różni człowieka od człowieka...
Miło jest jednak widzieć podobieństwa. Powiedzmy z książki- przechodzisz obok uliczek zbudowanych w starym stylu i myślisz- "przecież to jest żywo wyjęte z powieści(powiedzmy:"Lalki" )". Dostrzegasz piękno miasta i w całej swojej majestatyczności, sztucznego patosu i monotoniczności doszukujesz się pierwotnego piękna. Tego "czegoś" co sprawia że musisz na chwilę przystać i- pomyśleć