To pytanie często nasuwa mi się wieczorami.
Gdzie jest kres naszej wędrówki? Czy jest to jakaś niebiańska kraina? a może nicość?
Czy warto kierować się w życiu zasadami? Czy dostanę nagrodę za to, że stosuję się do zasad moralnych?
Bądź dobry, nie kradnij, nie krzywdź, nie zabijaj, nie pożądaj niczego co nie Twoje, nie gniewaj się, nie zazdrość, nie.....
Czy to co robię jest właściwe? Po co to wszystko robię? Być może jutrzejszy dzień będzie moim ostatnim. A co tam! i dziś mogę już powąchać kwiatki z drugiej strony. Czemu by nie?
Co da mi to, że zjem kolację, że nauczę się na jutrzejszą wejściówkę, że zrobię prezentację, znajdę pracę, ożenię się i będę miał dzieci? Dam początek nowemu staremu życiu, które ciągnie się bez mała tysiące lat. Moje ciał zgnije i ciało moich następców też.
Obawiam się niespodziewanej, natychmiastowej śmierci. Boję się poznać prawdę... jestem za młody i zbyt głupi, żeby poczuć co w mojej duszy śpiewa. Czego bym chciał po śmierci? Sam tego nie wiem, więc czemu miałbym już umierać? A jeślibym umarł nie mając tej świadomości... to czy zastanę wieczną pustkę?
Nienawidzę to co Kościół zrobił z moim umysłem. Przez nich stałem się słaby na duszy, strachliwy o jutro, zapatrzony w wyimaginowaną przyszłość, pełen obaw... Wszystko przez obietnicę kary. Kary za niepodążanie ich ścieżkami, za to że nie będę się spowiadał co miesiąc w konfesjonale. Jebany kler.
Tak, jestem słabym człowiekiem. Wpoiłem to sobie już dawno temu i raczej nie widzę odwrotu. No może małe światełko w tunelu. Ale zawsze jest coś co spowoduje zepchnięcie mnie w rów życia. Widzę jak wznoszą się inni, budują swoje szczęście a ja tkwię w swoim nędznym ciele, zapatrzony w materialny świat, w świat uczelni, która zajmuje mi większość mojego czasu, która też jest wyimaginowanym tworem. Jest iluzją bezpieczeństwa, to już znam i poddaję się jej zasadom...
Nie chcę już tak dalej.
Jestem zbyt emocjonalny i za mało inteligentny na życie. Nie dorobiono mnie. Jestem odpadem atomowym. Czuję się pustą przestrzenią pomiędzy brzegami czyichś osobowości. Jestem zlepkiem wszystkich osób które napotkałem, w mniejszym lub większym stopniu.
Jestem moją mamą, tatą, moim bratem, siostrą, dziewczyną, kumplami, kumpelami, nauczycielami i wykładowcami.
A gdzie jestem ja?
Gdzie tworzę siebie?
Czy istnieję na prawdę?
mogę się zobaczyć w lustrze, mogę usłyszeć swój głos, czasem wyczuwam swój zapach.
Za to totalnie nie czuję swojej osobowości. Jestem tak bardzo wszystkim i nikim.
( W powyższy sposób powstają przemyślenia z błahych rzeczy)
Pozdrawiam,
Nikt.
czwartek, 23 maja 2013
niedziela, 2 grudnia 2012
Bez tytułu
Słodki zapach krowiego łajna o poranku
Cieszą oczy rozszarpane zwłoki pieska
Prędka kąpiel we krwi i wymiocinach
Śniadanie z odchodów szczura
Promienie słońca
radośnie rozświetlają
kałuże moczu
Jakiż piękny dzień
I piękne dźwięki
wydają z siebie
zażynane świnie
widać flaki o kształtach uroczych
Słońce zachodzi
Do grobu czas się ułożyć
Przymknąć powieki
Czekać na dzień kolejny
Ach, powiedz raz jeszcze
Że życie jest piękne
a okrucieństwo
iluzją naszą
wiersz autorstwa kogoś
Spodobały mi się pierwsze słowa, a po przeczytaniu całości stwierdziłęm że nie mogłem postąpić inaczej jak tylko wstawić ten wiersz tutaj.
Bardzo ciekawy wiersz.
niedziela, 24 czerwca 2012
Radio
Zakurzyło się tu troche...
Hey i just met you and this is crazy, but here's my number so call me maybe.
Chciałbym nie dodawać komentarza pod tym co już napisałem włącznie z tytułem ale kilka słów wyjaśnienia. Słowa tej jakże ostatnio popularnej piosenki radiowej oddają styl wszystkich innych śniadaniowych melodii. Słuchając radia raczej skupiam się na słuchaniu aktualności, albo jaram sie jak ktoś wygrywa 300 kafli. Tym razem bedąc w domu postanowiłem dokładniej wsłuchać sie w najnowsze masowe trendy.
W radio leci chłam. Chłam dzieli się na melodyczny i tekstowy. Najczęściej piosenki zawierają w sobie obie podgrupy. Przeanalizujmy pierwszą z nich.
Standardowe wejście: beat, jeszcze więcej beat'u, 4 takty motywu głównego( i jedynego) piosenki. Dalej: zwrotka, refren, beat, zrwotka, przejście (czy musze wspominać że wszystko to oparte jest na 2 akordach?). Zakończenie: a raczej jego brak... refren będący grany coraz ciszej. Sprawdźcie ile jest takich piosenek, zdziwicie sie. No tak, czasem jest inaczej: najpierw a capella potem beat, a dalej leci standardowo. Jaką to ma wartość muzyczną? To jest tak jakby muzyczny głód ludzi zaspokajać muzycznymi flakami z olejem! Czy na prawdę jesteśmy już jako społeczeństwo tak niewrażliwi na subtelne nuty, wymyślne melodie, kontrapunkt, dysonans? Brakuje finezji... piosenki "pop" to wrzucone do blendera oklepane motywy ze zjełczałym gustem i wymieszane z różnymi przyprawami muzycznymi gówna, które mają za zadanie tylko ozdabiać rytm. O tak, rytm jest praktycznie i najczęściej jedyną dobrą rzeczą z muzyki!
Ale co tam muzyka... Przecież nikt nie słucha piosenek bez... TEKSTÓW. Piosenka bez tekstu to jak czołg bez załogi. Bzdura. Obecnie teksty są pisane w taki sposób żeby: wkręciły się w głowy i nie dawały spokoju, przez co wzrasta słuchalność; propagowały nowomieszczaństwo i rozpieszczenie; rozbawiały styranych pracą ludzi. Pierwszy powód jest względnie niegroźny. gorzej z pozostałymi. Ostatni z nich powoduje obojętność i niewrażliwość na muzykę... ta staje się jakąś formą prymitywnej rozrywki, która nie krztałci, nie daje dreszczy, nie skłania do przemyśleń, zasrywa umysł i ulatuje jak bąk. Co do nowomieszczaństwa i rozpieszczenia: Zacytowany tekst piosenki wskazuje na propagowanie rozwiązłego trybu życia, beztroski; jeśli spojrzymy na inne piosenki: "i wanna make love right now", czy "baby blow my whistle", to jeszcze niekryte, całkowcie niesubtelna i pozbawiona dwuznaczności zachęta do dymania. nie mówię kochania się, bo w tych piosenkach nie ma żadnej miłości, jest tylko opis zauroczenia, nawet jeśli daje się słyszeć "Love", to "Love" jest sztuczne, pobudzane walorami cielesnymi, smakiem seksu i pożądania. Czy muzyka popularna powinna zawierać takie sformułowania? Przecież jakąś moralność każdy człowiek wyznaje, a ja tu widzę raczej jej brak. Czego uczymy młodzież która to słucha? Jesli ktoś z was myśli że młodzi (przeważnie gimbusy) nie biorą sobie do serca tektów piosenek, to nigdy nie byliście na takich stronach jak kwejk czy tumblr, gdzie wręcz roi się od dzieci pokolenia popu. Dziwicie sie że coraz więcej seksu, golizny i przemocy widzimy wśród młodych? A czego się można było spodziewać po takiej masowej propagandzie gówniarstwa, rozpieszczenia i beztroski?
Wiem, wiem że to nie jedyne powody, może miejscami przesadzam. Jednak proponuję pierwszy krok: zamieńmy chłam na dobrą, wartościową muzykę. Są piosenki różnych gatunków, których nie spotyka się w radio. Wyrzućmy powtarzające sie od x lat popowe pioseneczki, a dajmy np. polski rock: kult, dżem, luxtorpeda. Wierzę, że ludzie nie sa na tyle spaczeni, żeby od razu ostro hejtować te zespoły. Poza tym ściągniemy do radia słuchaczy muzyki dobrej, nie tylko zjadaczy radiowych hitów. Same profity.
Zacznijmy od muzyki.
wtorek, 5 lipca 2011
Niesprawiedliwość
W tym poście będę przekonywał, że sprawiedliwość nie istnieje.
Dlaczego ten temat? Coraz częściej słyszę od różnych ludzi tę tezę i ich argumenty. Zaczynają mnie przekonywać, chociaż pisząc ten post mam jeszcze iskrę nadziei na poprawę.
Nie znajdziemy sprawiedliwości w sądach. System sądownictwa, ten tutaj w Polsce obarczony jest mnóstwem błędów. Błędów na tle zatrudnienia. Tutaj pracę dostają tylko krewni i dobrzy znajomi, nie zaś kompetentni i odpowiedzialni ludzie. Listy z wezwaniami do sądu trafiają dokładnie na czas, ale tylko do świadków. Pozwani najczęściej załatwiają sobie znajomych w różnych instytucjach byle odwlec dzień sądu. Może czas na to żeby organy ustawodawcze i wykonawcze wtrąciły się w tę sprawę i ustaliły zmiany w tej sprawie. Zaczął bym od skrócenia "kadencji" sędziów i poprawy sytuacji z aplikacjami adwokackimi.
Z brakiem sprawiedliwości spotykamy się na co dzień. Ta sprawa dotyka ludzi uczciwych, z ciepłym sercem i otwartym umysłem. Są to ludzie, których widzielibyśmy jako uzdrowicieli świata, bez których nasze życie staje się szarością. Niestety najczęściej to te osoby doznają niechybnego kalectwa, a czasem nawet niespodzianej śmierci. Dlaczego oni? Dlaczego nie ten facet, który bije swoją żonę? Dlaczego nie ta bezduszna baba, która katuje swoje dzieci? Kto nie zadał sobie chociaż raz tego pytania? Na to niestety nie ma uzdrowienia. Takie (niesprawiedliwe) jest życie i trzeba się z tym pogodzić.
Niesprawiedliwe okazuje się również życie w kwestiach finansowych. Ktoś uczciwy, porządny i kompetentny zarabia mniej od prostego cwaniaczka, który wyskakuje ze swoją kombinatoryką na każdym kroku. Prawie nikt w Polsce nie dorobił się na uczciwie. Pisze "prawie" na wszelki wypadek. Dlaczego człowiek, który zainwestował w siebie (np w szkole, na studiach) nie może znaleźć pracy w swoim fachu? Ale znowuż- dlaczego młodzi ludzie tak chętnie decydują się na studia i to, co najgorsze, studia z zarządzania, ekonomii, turystyki, malowania paznokci, rzucania jabłkami w ścianę i z innych pierdół? Zgadzam się w pełni z opinią że magister magistrowi nie równy. Myślę że tutaj potrzeba 2 zmian: jedna zmiana dotycząca nastawienia młodych ludzi do edukacji- potrzeba nam konkretnych fachów, trzeba zacząć dokonywać zdecydowanych wyborów; druga zmiana dotyczy przestawienia sposobu myślenia otoczenia do ludzi młodych i ich wyborów. Starsi powinni znajdować przyszłość w młodym człowieku i nie skreślać go zaraz z listy odpowiedzialnych ludzi. Do państwa nie mam pretensji, przynajmniej nie teraz.
Myślę, że o dzieciach w Afryce nie muszę wspominać.
Więc niesprawiedliwość jest powszechna i... akceptowalna? Jak to jest, że jedni ludzie mają lepiej nad drugimi, choć człowiek dalej jest ten sam...nie ważne czy bogaty czy biedny, czy chory cy zdrowy, czy z Azji czy z Europy.
Pozdrawiam.
Dlaczego ten temat? Coraz częściej słyszę od różnych ludzi tę tezę i ich argumenty. Zaczynają mnie przekonywać, chociaż pisząc ten post mam jeszcze iskrę nadziei na poprawę.
Nie znajdziemy sprawiedliwości w sądach. System sądownictwa, ten tutaj w Polsce obarczony jest mnóstwem błędów. Błędów na tle zatrudnienia. Tutaj pracę dostają tylko krewni i dobrzy znajomi, nie zaś kompetentni i odpowiedzialni ludzie. Listy z wezwaniami do sądu trafiają dokładnie na czas, ale tylko do świadków. Pozwani najczęściej załatwiają sobie znajomych w różnych instytucjach byle odwlec dzień sądu. Może czas na to żeby organy ustawodawcze i wykonawcze wtrąciły się w tę sprawę i ustaliły zmiany w tej sprawie. Zaczął bym od skrócenia "kadencji" sędziów i poprawy sytuacji z aplikacjami adwokackimi.
Z brakiem sprawiedliwości spotykamy się na co dzień. Ta sprawa dotyka ludzi uczciwych, z ciepłym sercem i otwartym umysłem. Są to ludzie, których widzielibyśmy jako uzdrowicieli świata, bez których nasze życie staje się szarością. Niestety najczęściej to te osoby doznają niechybnego kalectwa, a czasem nawet niespodzianej śmierci. Dlaczego oni? Dlaczego nie ten facet, który bije swoją żonę? Dlaczego nie ta bezduszna baba, która katuje swoje dzieci? Kto nie zadał sobie chociaż raz tego pytania? Na to niestety nie ma uzdrowienia. Takie (niesprawiedliwe) jest życie i trzeba się z tym pogodzić.
Niesprawiedliwe okazuje się również życie w kwestiach finansowych. Ktoś uczciwy, porządny i kompetentny zarabia mniej od prostego cwaniaczka, który wyskakuje ze swoją kombinatoryką na każdym kroku. Prawie nikt w Polsce nie dorobił się na uczciwie. Pisze "prawie" na wszelki wypadek. Dlaczego człowiek, który zainwestował w siebie (np w szkole, na studiach) nie może znaleźć pracy w swoim fachu? Ale znowuż- dlaczego młodzi ludzie tak chętnie decydują się na studia i to, co najgorsze, studia z zarządzania, ekonomii, turystyki, malowania paznokci, rzucania jabłkami w ścianę i z innych pierdół? Zgadzam się w pełni z opinią że magister magistrowi nie równy. Myślę że tutaj potrzeba 2 zmian: jedna zmiana dotycząca nastawienia młodych ludzi do edukacji- potrzeba nam konkretnych fachów, trzeba zacząć dokonywać zdecydowanych wyborów; druga zmiana dotyczy przestawienia sposobu myślenia otoczenia do ludzi młodych i ich wyborów. Starsi powinni znajdować przyszłość w młodym człowieku i nie skreślać go zaraz z listy odpowiedzialnych ludzi. Do państwa nie mam pretensji, przynajmniej nie teraz.
Myślę, że o dzieciach w Afryce nie muszę wspominać.
Więc niesprawiedliwość jest powszechna i... akceptowalna? Jak to jest, że jedni ludzie mają lepiej nad drugimi, choć człowiek dalej jest ten sam...nie ważne czy bogaty czy biedny, czy chory cy zdrowy, czy z Azji czy z Europy.
Pozdrawiam.
piątek, 1 lipca 2011
Braterska sztama
Witam.
Niezmiernie cieszę się, że mam rodzeństwo. Więź między braćmi i siostrami jest tak samo specyficzna co świetna i wspaniała.
Nie wiem czy potrafiłbym znaleźć drugą taką osobę, z którą porozumiewam się w taki a nie inny sposób. Czasem wystarczy tylko, że w odpowiedniej sytuacji na siebie popatrzymy i już wiemy, co każdy miał na myśli. Nierzadko jest to wybuch śmiech, kiedy jednocześnie coś nam przyjdzie na myśl, stosownie do sytuacji. Uwielbiam tę synchronizację myślenia.
Najgenialniejsze jest jednak to, że co by się nie stało, trzymamy się razem. Jako że rozumiemy się doskonale, nie trzeba wielu słów, żeby opracować coś wspólnie. Współodczuwamy radość i smutek równie mocno. Jak to działa?
Pozdrawiam
Niezmiernie cieszę się, że mam rodzeństwo. Więź między braćmi i siostrami jest tak samo specyficzna co świetna i wspaniała.
Nie wiem czy potrafiłbym znaleźć drugą taką osobę, z którą porozumiewam się w taki a nie inny sposób. Czasem wystarczy tylko, że w odpowiedniej sytuacji na siebie popatrzymy i już wiemy, co każdy miał na myśli. Nierzadko jest to wybuch śmiech, kiedy jednocześnie coś nam przyjdzie na myśl, stosownie do sytuacji. Uwielbiam tę synchronizację myślenia.
Najgenialniejsze jest jednak to, że co by się nie stało, trzymamy się razem. Jako że rozumiemy się doskonale, nie trzeba wielu słów, żeby opracować coś wspólnie. Współodczuwamy radość i smutek równie mocno. Jak to działa?
Pozdrawiam
wtorek, 28 czerwca 2011
Błogosławieństwo czy przekleństwo?
Ostatni post proszę potraktować jako moje luźne spostrzeżenia. Jest część ludzi którzy nie zgadzają się z jego treścią (uwaga dotyczy szczególnie zmiany światopoglądu ludzi z wielkich miast).
Słyszę często opinie młodych kobiet (dziewczyn) na temat ciąży, dzieci i wychowawstwa. Jaki wniosek mogę z nich wyciągnąć? Za parędziesiąt lat nie będziemy już wcale wiedzieli jak wygląda dziecko.
Wiele kobiet decyduje się nie mieć dzieci, jest też spora grupa, która chce mieć tylko jedno lub też założyć rodzinę kiedy się całkowicie ustatkuje ( po 40 . roku życia? ). Strasznie irytuje mnie ten "nowy model" życia. Jest strasznie nie naturalny, stawia kobietę jako pracującą machinę pozbawioną szacunku i godności. Tak. Ciążę i posiadanie dzieci stawia się w negatywnym świetle już nawet u kobiet koło 25. roku życia. Przecież tak ważna rzecz jest dopełnieniem kobiecości, esencją życia, miłości, owocem człowieka... To błogosławieństwo. Często jednak na przykład:
> Rodziny wielodzietne uważa się za patologiczne
> Dziecko przelicza się jako wydatek ( w państwie europejskim XXI wieku)
> Ciążę kobiety niezamężnej traktuje się jako wpadkę
Za przykład drugi podziękujmy wszystkim grzejącym stołki na Wiejskiej za nasze pieniądze.
Potrzeba zmiany mentalności. Pozostawmy dawne nastawienie do macierzyństwa. Dajmy kobietom poczucie, że rodzenie dzieci to nie obowiązek czy kolejny punkt w grafiku życia, a dar i powołanie.
Przeto proponuję propagację życia, pomoc rodzinom wielodzietnym, zmniejszenie kosztów utrzymania dziecka, a przede wszystkim pokazania w mediach publicznych ( nie tylko dziennikach i felietonach ale także w scenariuszach seriali i filmów) piękna daru życia. O wpływach serialów i programów rozrywkowych (pożal się Boże) innym razem.
Nie popieram i bardzo słabo toleruję homoseksualizmu. Jest to według mnie choroba- koniec.
Pozdrawiam wszystkie matki w Polsce- podziwiam i kłaniam się nisko.
Słyszę często opinie młodych kobiet (dziewczyn) na temat ciąży, dzieci i wychowawstwa. Jaki wniosek mogę z nich wyciągnąć? Za parędziesiąt lat nie będziemy już wcale wiedzieli jak wygląda dziecko.
Wiele kobiet decyduje się nie mieć dzieci, jest też spora grupa, która chce mieć tylko jedno lub też założyć rodzinę kiedy się całkowicie ustatkuje ( po 40 . roku życia? ). Strasznie irytuje mnie ten "nowy model" życia. Jest strasznie nie naturalny, stawia kobietę jako pracującą machinę pozbawioną szacunku i godności. Tak. Ciążę i posiadanie dzieci stawia się w negatywnym świetle już nawet u kobiet koło 25. roku życia. Przecież tak ważna rzecz jest dopełnieniem kobiecości, esencją życia, miłości, owocem człowieka... To błogosławieństwo. Często jednak na przykład:
> Rodziny wielodzietne uważa się za patologiczne
> Dziecko przelicza się jako wydatek ( w państwie europejskim XXI wieku)
> Ciążę kobiety niezamężnej traktuje się jako wpadkę
Za przykład drugi podziękujmy wszystkim grzejącym stołki na Wiejskiej za nasze pieniądze.
Potrzeba zmiany mentalności. Pozostawmy dawne nastawienie do macierzyństwa. Dajmy kobietom poczucie, że rodzenie dzieci to nie obowiązek czy kolejny punkt w grafiku życia, a dar i powołanie.
Przeto proponuję propagację życia, pomoc rodzinom wielodzietnym, zmniejszenie kosztów utrzymania dziecka, a przede wszystkim pokazania w mediach publicznych ( nie tylko dziennikach i felietonach ale także w scenariuszach seriali i filmów) piękna daru życia. O wpływach serialów i programów rozrywkowych (pożal się Boże) innym razem.
Nie popieram i bardzo słabo toleruję homoseksualizmu. Jest to według mnie choroba- koniec.
Pozdrawiam wszystkie matki w Polsce- podziwiam i kłaniam się nisko.
niedziela, 19 grudnia 2010
Zależy
Witam.
Pomijając to że na tak długi okres czasu olałem sobie bloga, napiszę dziś krótki post będący moimi rozważaniami na pewien temat.
Mówimy: "zależy mi na...". Co to znaczy? Na kim może komuś zależeć i po co?
Człowiekowi może zależeć na przedmiotach; będą to pieniądze, kosztowności, dom, samochód i inne tego typu nieznaczące przedmioty wyznaczające w zasadzie prestiż i szczebel w społeczeństwie. Może też zależeć na osobie; może to być ukochana/ny, rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, czyli ludzie którym w jakiś sposób chcemy podziękować za ich dobre uczynki dokonane wobec nas lub tez za samą obecność. W końcu może zależeć nam na wartościach, szczytnych celach, ideałach, przyszłości- to są nasze najskrytsze i najwyższe marzenia ludzkości.
Może zależeć nam na tak niby skrajnych rzeczach, jednak znajdziemy przynajmniej jedną wspólną cechę będącą zależnością. Mówiąc "zależy mi" człowiek powinien mieć na myśli "mam na to czas", "mogę i chcę oddać kawałek siebie" dla tej rzeczy/osoby/wartości. To co ja uczynię to jest mój miernik tego, na czym mi zależy i jak bardzo. I widać dokładnie jak łatwo można rozszyfrować do czego dana osoba ma słabość, na czym skupia uwagę i poświęca czas. To jest oczywiście dobre, ale trzeba pamiętać, że to podstawa wszelkich szantaży- Znajomość tego na czym komu zależy może być niechybnie użyte przeciw tej osobie.
Na szczęście istnieje takie coś jak zaufanie, ale to już temat na osobne rozważania.
PS To drobne gesty i szczegóły najczęściej mówią o zależnościach...
Pozdrawiam wszystkich na święta.
Pomijając to że na tak długi okres czasu olałem sobie bloga, napiszę dziś krótki post będący moimi rozważaniami na pewien temat.
Mówimy: "zależy mi na...". Co to znaczy? Na kim może komuś zależeć i po co?
Człowiekowi może zależeć na przedmiotach; będą to pieniądze, kosztowności, dom, samochód i inne tego typu nieznaczące przedmioty wyznaczające w zasadzie prestiż i szczebel w społeczeństwie. Może też zależeć na osobie; może to być ukochana/ny, rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, czyli ludzie którym w jakiś sposób chcemy podziękować za ich dobre uczynki dokonane wobec nas lub tez za samą obecność. W końcu może zależeć nam na wartościach, szczytnych celach, ideałach, przyszłości- to są nasze najskrytsze i najwyższe marzenia ludzkości.
Może zależeć nam na tak niby skrajnych rzeczach, jednak znajdziemy przynajmniej jedną wspólną cechę będącą zależnością. Mówiąc "zależy mi" człowiek powinien mieć na myśli "mam na to czas", "mogę i chcę oddać kawałek siebie" dla tej rzeczy/osoby/wartości. To co ja uczynię to jest mój miernik tego, na czym mi zależy i jak bardzo. I widać dokładnie jak łatwo można rozszyfrować do czego dana osoba ma słabość, na czym skupia uwagę i poświęca czas. To jest oczywiście dobre, ale trzeba pamiętać, że to podstawa wszelkich szantaży- Znajomość tego na czym komu zależy może być niechybnie użyte przeciw tej osobie.
Na szczęście istnieje takie coś jak zaufanie, ale to już temat na osobne rozważania.
PS To drobne gesty i szczegóły najczęściej mówią o zależnościach...
Pozdrawiam wszystkich na święta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
