wtorek, 28 czerwca 2011

Błogosławieństwo czy przekleństwo?

Ostatni post proszę potraktować jako moje luźne spostrzeżenia. Jest część ludzi którzy nie zgadzają się z jego treścią (uwaga dotyczy szczególnie zmiany światopoglądu ludzi z wielkich miast).

Słyszę często opinie młodych kobiet (dziewczyn) na temat ciąży, dzieci i wychowawstwa. Jaki wniosek mogę z nich wyciągnąć? Za parędziesiąt lat nie będziemy już wcale wiedzieli jak wygląda dziecko.
Wiele kobiet decyduje się nie mieć dzieci, jest też spora grupa, która chce mieć tylko jedno lub też założyć rodzinę kiedy się całkowicie ustatkuje ( po 40 . roku życia? ). Strasznie irytuje mnie ten "nowy model" życia. Jest strasznie nie naturalny, stawia kobietę jako pracującą machinę pozbawioną szacunku i godności. Tak. Ciążę i posiadanie dzieci stawia się w negatywnym świetle już nawet u kobiet koło 25. roku życia. Przecież tak ważna rzecz jest dopełnieniem kobiecości, esencją życia, miłości, owocem człowieka... To błogosławieństwo. Często jednak na przykład:
> Rodziny wielodzietne uważa się za patologiczne
> Dziecko przelicza się jako wydatek ( w państwie europejskim XXI wieku)
> Ciążę kobiety niezamężnej traktuje się jako wpadkę
Za przykład drugi podziękujmy wszystkim grzejącym stołki na Wiejskiej za nasze pieniądze.
Potrzeba zmiany mentalności. Pozostawmy dawne nastawienie do macierzyństwa. Dajmy kobietom poczucie, że rodzenie dzieci to nie obowiązek czy kolejny punkt w grafiku życia, a dar i powołanie.
Przeto proponuję propagację życia, pomoc rodzinom wielodzietnym, zmniejszenie kosztów utrzymania dziecka, a przede wszystkim pokazania w mediach publicznych ( nie tylko dziennikach i felietonach ale także w scenariuszach seriali i filmów) piękna daru życia. O wpływach serialów i programów rozrywkowych (pożal się Boże) innym razem.
Nie popieram i bardzo słabo toleruję homoseksualizmu. Jest to według mnie choroba- koniec.
Pozdrawiam wszystkie matki w Polsce- podziwiam i kłaniam się nisko.