niedziela, 6 czerwca 2010

Jest tak że musimy podzielić nasze życie na pewne etapy, zaczynać je i kończyć. Gdy jeden odcinek dobiega końca, drugi właśnie się rozpoczyna. Ja jednak czuję inaczej.
Zakończyłem pewien etap w życiu, ale nie czuję żeby zaczął się jakikolwiek nowy. Raczej czuję się jak w próżni, zawieszony w jakimś egzystencjalnym dołku. Szukam na co dzień punktów odniesienia, które wyznaczałyby mi jakieś cele. Jednak z reguły są to błahostki i niewiele wprowadzają do mojego życia. Wydaję mi się, że to przez brak szerszego kontaktu z ludźmi mojego wieku. Człowiek jest istotą społeczną i musi przebywać z ludźmi. Tak sobie wpajałem bycie aspołecznym, a tu okazuje się, że to nic ciekawego. Starasz się być oryginalny za cenę drugiej osoby; w istocie jest to słona zapłata.
Te samotne noce są często obłędne...

2 komentarze:

Nefertari pisze...

Wiesz co myślę? Że życie rzeczywiście składa się z odcinków: początków i końców, które zamknięte są w klamrę pierwszego początku - narodzin i ostatecznego końca - śmierci. Jednak pomiędzy tymi drobniejszymi startami i metami jest pustka. Bo nasz umysł musi przygotować się do nowego spaceru/wyścigu/po prostu drogi. To ten "egzystencjalny dołek" jak to ująłeś. Czas na rekonwalescencję... Trzeba nauczyć się żyć z takim stanem rzeczy. Pozdrawiam cię gorąco.

Anonimowy pisze...

Zmień to czarne tło, od razu zrobi Ci się lepiej.
Wyjdź do ludzi, idź na imprezę, ciesz się życiem. Cztery miesiące wakacji będziesz się smęcił?!!!
Masz lat 19 czy 90?